Z tym jednym wpisem było trochę jak z obrazem, który na pierwszy rzut oka wydaje się cudzy. Ktoś podrzucił, sparodiował, złośliwie podkręcił kontrast. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że nie, to autoportret. I wtedy zrobiło się ciszej w mojej głowie. Donald Trump wrzuca na X mem ze sobą w roli Jezusa. Na moment. Po chwili kasuje. Ale przecież wiemy, jak działa obieg, obraz już się rozlał i żyje własnym życiem. I może nawet nie chodzi o sam fakt publikacji, tylko o ten krótki moment zawieszenia: czy to ironia, prowokacja, a może jednak dosłowność. Bo jeśli dosłowność, to robi się niepokojąco znajomo. Trochę jak broszury Świadków Jehowy, tylko bez ich konsekwencji w strukturze, doktryny, za to z czystą, nagą figurą wywyższenia. Bez wspólnoty transcendencji, zostaje tylko jednostka. Jednostka jako centrum, objawienie i odpowiedź. Na początku pomyślałam, że to ktoś mu to zrobił. Że to kąśliwe, komentarz do jego sporów z papieżem, że ktoś go w ten sposób podgryza. Ale nie, to on sam. I to jest właśnie moment, w którym coś się przesuwa. Bo przestaje być śmiesznie. Nie zaglądałam do X od dawa. Byłam znużona i pewnie mam już w sobie odruch obronny. Jego wyskoki są jak szum, jednostajny, przewidywalny, niepotrzebny. Ten jeden obraz przebił się przez filtr. Być może dlatego, że był tak skondensowany. Zero narracji, sama figura. I tu jak dla mnie zaczyna się szerszy problem. Bo to nie jest przecież jednostkowe. Viktor Orbán, Karol Nawrocki i cała galeria podobnych postaci, coś ich łączy, powtarza się w tonie, w geście, w sposobie ustawiania siebie wobec świata. Nie chodzi nawet o poglądy, tylko o pewien rodzaj narracji o sobie. Narracji, która nie dopuszcza równości. Bo jeśli spojrzeć uważniej, to nie jest już klasyczna polityczna retoryka, nawet ta agresywna czy populistyczna. To jest coś bliżej mitu, tylko że mit został sprywatyzowany. Dawniej bohater był częścią większej opowieści. Był wpisany w porządek, który go przekraczał. Tu mamy odwrotnie: porządek ma się dostosować do bohatera. Może dlatego pojawia się ten ton wyższości. Nie jako dodatek, ale jako fundament. Jeśli jesteś kimś więcej, wybranym, jedynym, koniecznym, to nie negocjujesz. Nie słuchasz. Nie schodzisz niżej. Reszta staje się tłem. Albo przeszkodą. I może to właśnie najbardziej uderza w tym memie. Nie religijność, bo jej tam właściwie nie ma. Raczej użycie religijnego kodu jako skrótu do absolutu. Sam obraz. Samo ja. Trochę jakby ktoś pomylił ikonę z lustrem.
PS
Dziennikarz: opublikował pan zdjęcie przedstawiające siebie jako Jezusa?
Donald Trump: Tak, ale myślałem że to ja jako lekarz.

Ja to w ogóle nie mam wglądu w takie rewelacje i gdyby nie blogi, byłabym zielona, ale wystarczy mi to, co widzę i słyszę w mediach, by mieć opinię na temat tego człowieka. Zresztą u nas podobnie, jest paru takich, którym marzy się władza króla Słońce...
OdpowiedzUsuńNo właśnie, Nawrocki jako król Polski, smutne.
Usuńkiedyś ludzie się śmiali, że ruscy jedno mówią, drugie myślą, a trzecie robią. to chyba dokładnie ten sam przypadek. chłop idzie "na żywioł" i patrzy, co się stanie, a w zależności od komentarzy reaguje, albo eskaluje - zależy, co akurat przyniesie mu powiew chwili. borderline?
OdpowiedzUsuńNie jestem lekarką :P ale jak widać, jest niebezpieczny.
UsuńMożemy sobie mówić, że to jest groteska czysty żart, a naprawdę jest to przerażające.
OdpowiedzUsuńTo taki faszysta zapatrzony w siebie, przebrany w piórka, któremu duża część świata klaszcze. Jego wice -David Vance jeszcze gorszy.
M
Zgadzam się, masz rację!
Usuńpodzielam w stu procentach Twoje zdanie, obawy i ...niepokoj a nawet strach. owszem w pierwszym odruchu się usmiałam...a potem przyszły nieciekawe refleksje. na temat dziada.
OdpowiedzUsuńJak ktoś stawia siebie w takiej roli, to jest ogromnie niebezpieczny.
Usuń