niedziela, 16 września 2018

Cykl



Przebiega przez tunel, listki niespiesznie poruszają się na wietrze,
w stronę oceanu. Leć dziecko, nie skręcaj, nie odbijaj. Raz za razem.

Odkąd gwałtowny haust powierza wypełnił pierwszy raz płuca, otwierają się i zamykają.
Na początku nieporadnie. Podobno od wczesnych lat miał jakieś podejrzenie,
że należy wystukać każdy dźwięk, wykrzyczeć samogłoski, wystękać większe i mniejsze
przeciwności. Dzień za dniem. Monotonnie od rozsypanych mostów, tuneli, fragmentów
lasów, linii kolejowych, po zapach kiełkującej zieleni, którą z wiekiem równo przytnie.

Od czasu do czasu woda wypłukuje torf i ametysty, pęknięcia znosi w dół Achill.
Kiedy się spotkaliśmy – choroba – pomyślałam i wtedy jeszcze nie wiedziałam,
że z gorączką wyśnię ludzkich świętych, a ufność w ich wygłaskane piersi mnie uzdrowi,
tchnie czymś ascetycznym albo doszczętnie rozsypie.

Cisza ukojona oddechami, wiatrem i zapachem ziemi. Skały zalane rdzą,
przez które przebijają rozmaite przewidzenia, echa, zaprzeczenia. Obraz codzienności,
w którym nie brakuje wzruszeń, nienazwanych słów. To nas urządza i określa.
Dzieci zbierają kasztany. Pękają orzechy. Obok słoneczniki przerastają murki.


12 komentarzy:

  1. Prawdziwie jesienny dzień za dniem

    OdpowiedzUsuń
  2. Przewędrowałam przez Twój wiersz wstrzymując oddech. Piękny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jest to dobre uczucie... Uściski ciepłe :)

      Usuń
  3. Codzienność tylko z pozoru jest monotonna, bo monotonność jest wypadkową wielu zdarzeń, czynności, które same w sobe wcale nie muszą być monotonne. Zazwyczaj nie są, ale często wpadamy w rutynę. Skrajności są nieodłącznie w naszej codzienności. Ale tak sobie mysle, życie jednak nie jest nudne... Prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest, nawet w rutynie jest mnóstwo przyjemności :) przynajmniej ja mam ogrom.

      Usuń
    2. I to jest bardzo pozytywny aspekt codzienności :)

      Usuń
  4. <3

    Ps. Nie wiem dlaczego znowu jestem de;)
    ade

    OdpowiedzUsuń