czwartek, 27 października 2016

Zapisane




http://latarnia-morska.eu/index.php?option=com_content&view=article&id=2444%3Amullaghmore-magorzaty-poudniak&catid=43%3Aiformacje-komunikaty&Itemid=66&lang=pl


Anna Łozowska-Patynowska

RUCH, PRZELEWANIE SIĘ W SOBIE, OSAMOTNIENIE...

Małgorzata Południak w sposób panoramiczny pragnie czytać nie tyko świat, ale samego człowieka. Mapą człowieka czyni poetka ludzkie emocje, rozważając całą ich paletę, od skrajnego szczęścia do lęku przed światem i samą sobą. Poetka, której liryki odczytywać można właściwie jako pisane prozą, w sugestywny sposób stara się stworzyć spersonalizowany przedmiot pamięci w postaci pobłyskującej w oddali pocztówki wysłanej z „Mullaghmore”, dlatego właśnie ta nazwa miejscowa staje się tytułem jej zbioru.

Opisując miejsce istniejące, choć w jej przestrzeni mentalnej wyobrażone, stara się ogarnąć za jednym zamachem szereg problemów, tych pochodzących z odległej przeszłości oraz tych przenikających teraźniejszość. Tę możliwość daje właśnie Irlandzka Mullaghmore, która jest nie tylko przestrzenią rozwijającej się turystyki, ale także symbolem emigracji.


Poezja Południak ilustruje działanie, zmianę, dojrzewanie do dokonywania wewnętrznych zwrotów oraz wizja ambiwalentnych procesów: „wkłuwania”, „pamiętania”, „nasiąkania”, „zakłócania”, „zatracania”, by wymienić tylko nieliczne czynności przywoływane przez Południak. Spoglądanie na rzeczywistość ukazywane jako splot niekończącej się dynamicznej wyprawy w głąb siebie to najwłaściwsza formuła zastosowana do ujarzmienia uczucia braku, które chce zakamuflować poetka. Istnienie bohaterki w ciągłym ruchu, jak w utworze „Przetrwanie w nowym miejscu”, potęgowanie niepewności („który to nawrót”) powoduje zacieśnienie się we własnych granicach.

Ale i to nie usuwa znamion przeszłości odznaczającej się na ciele bohaterki lirycznej. To jednak nie tylko ślady minionego czasu, ale zapis dramatycznej walki o przetrwanie w sobie: „Wskazówki na skórze. Pokręcone rany przestrzegają/ jak znamiona. Znaczą krajobraz”. Mapa ciała to zapis poszukiwania skarbu, koncepcji istnienia, która wymyka się czytelnikowi wielokrotnie, nawet podczas wielokrotnego odczytywania jej wierszy. Południak zadaje bardzo ważne pytanie o to, na ile czuję się sobą w miejscu, które dopiero zaczym czytać jako swoje własne, oraz czy nie jest przypadkiem tak, że miejsce odnajduje mnie samą, odkrywa przede mną elementy mojej osobowości?

Miejsce, w rozumieniu Południak symboliczne Mullaghmore, staje się odpowiednikiem samozwątpienia i samoodnalezienia. Ono desygnuje nie tylko człowieka, staje się nieodłącznym elementem jego prywatnej podróży w celu doskonalenia. Wcale nie zabliźnia dawnych ran, nie każe nam zapominać, jest za to idealnym punktem obserwacyjnym „sekwencji zdarzeń” oddziaływujących na samego człowieka. Odbudowywanie siebie nie przychodzi łatwo. Najpierw, jak w wierszu „Zabawny koniec historii”, należy rozpocząć na nowo snucie opowieści o człowieku zatraconym w wirze zdarzeń. Bowiem, jak pisze Południak „Kropka. (…) Brakuje początku”.

Poszukując ukrytych znaczeń w świecie ludzkich trosk i pragnień poetka uświadamia nam, jak ważna jest funkcja pamiętania, trwania w zapamiętanym. Przeciwstawia temu jednak chorobliwy stan wyrzucania z siebie śladów zdarzeń, wskazując jednak, że zapomina się pod wpływem pewnych bodźców, dlatego pisze: „Nikt bez powodu nie traci pamięci”. Pamięć jest osteoporozą człowieka, niewyleczalnym stanem, który jednak można ukryć, zakryć, głębiej w sobie pochować. Istnienie w systemie każe nam ją nie tylko pielęgnować ale i sztucznie generować poprzez powielenie: „Kopiujemy wyuczone zasady (…) dzięki którym/ łatwiej stymulować pamięć”.

Niektóre wiersze Południak są intertekstualną, wielowątkową wędrówką kulturową. Południak w wierszu „O przechodzeniu” rozważa w swoim dyskursie problem istnienia dobra i zła. Wyznaczając egzystencjalną trasę przez Pismo Święte, myśli Kanta zostają skonfrontowane z istnieniem biblijnej Judyty. Lecz, jak pisze Południak, „Wiersz dla Judyty nie był o Judycie”. Odwołując się do motywu heroicznej matrony, poetka poszukuje prawdziwej Judyty. Ale to odkrywanie dawnej kobiety staje się niemożliwe. Wyzwanie jednak podejmuje bohaterka liryczna, która poprzez „wypluwanie z siebie guzów, nocnych koszmarów” stara się zbudować na fundamencie tradycji literackiej nowy obraz siebie. Nowa bohaterka nie jest idealną, poświęcającą się dla ogółu Judytą, która „wierzy w namaszczenie”.

Dlatego bohaterka rezygnuje z uczestniczenia w przestrzeni sakralnej, wybierając codzienność. Ponadto nie jest tylko świadoma wiecznego trwania w tekście, który rozrastając się nad nią, niczym „niebo gwiaździste”, „pachnącym czarnym bzem”, w pospiesznym odczytaniu świata, „włącza w łańcuch zdarzeń słowa z Pisma Świętego”. Franciszkańska ekspozycja ludzkiego istnienia trwającego w czasie, w którym „Godzinki ciągną za sobą ptaki”, zostaje jednak skonfrontowana z brutalną formą realizmu: „I było tak, jakby ktoś gąbką/ szorował ci mózg, wyrywał ciernie lub na oślep wbijał gwoździe”. Historia świętej Judyty osnuta na „ewangelii” Kanta każe nam w tym świecie bólu poszukiwać wielu innych świętych, z odwagą podejmujących wyzwanie życia.

Dlatego każdy wiersz dla Południak zdaje się być „zapisem strachu”, najcierpliwszą modlitwą o przetrwanie ludzkich emocji w gąszczu współczesności. Dlatego w swoim zbiorze poetka kolekcjonuje zapis tych przeżyć, umieszczając je w ciasnych skrytkach wersów, by któregoś dnia ktoś mógł na nie natrafić i je otworzyć. Jednocześnie pisanie to według Południakniemoc zaprzestania dalszego brnięcia w tekst. Ta „ciężka choroba” zwana przelewaniem swoich emocji na papier nie daje Południak spokoju w żadnym wierszu. Ma ona bowiem świadomość nierozerwalnej łączności człowieka, jego przeżywania i tekstu będącego wytworem ludzkiej świadomości i nadświadomości.

Tekst budzi człowieka do istnienia w innym, niż rzeczywisty, wymiarze, dlatego w wierszu „Brzemię” czytamy: „Przysłaniam twarz, a ty krzyczysz, że po tamtej stronie,/ będę martwa. Bardziej się nie da”. Lektura pozwala spojrzeć na siebie zupełnie inaczej, odczuć swoją egzystencję po drugiej stronie znaczeń świata. Ponadto zasygnalizowano tu kolejny problem. Dramatyczna niewspółmierność człowieka do człowieka rozumiana jest przez Południakjako podział („dzielą nas mokradła”) jednego od drugiego. Poszukiwanie drugiej istoty jest żmudnym procesem, obwarowanym i otoczonym licznymi „pułapkami”. Właśnie z tego powodu Południak ukazuje nieprzystawalność emocjonalną, brak empatii i ogromne pokłady dystansu wobec innych. To syndromy naszej hermetycznej kultury współczesnej, lubującej się w indywidualizmie. Widzimy zatem tylko jednostkę skazaną na samotność.

Wędrówka bohaterki lirycznej wiersza „Spłonąć od spojrzeń” to tylko wędrówka metaforyczna, ponieważ człowiek pozostaje „wbity” w przestrzeń nazbyt znajomą: „zostajemy w domu, pękają ściany”. Pielgrzymowanie do Mullaghmore to projekcja wyprawy do wnętrza siebie w poszukiwaniu nie tylko przeszłości, ale i „twórczego bólu” („Bo jak rozległy może być ból?). Może dlatego liryki Południak noszą znamiona „delikatnej makabry”.

Podmiotem lirycznym wiersza „Brzemię” jest osoba przedstawiająca nam swój świat bólu, „wkłuwania się pod skórę”, drążenia ciała aż do odsłonięcia całej jego istoty w postaci „przyciętych do kości palców, sterczących ścięgien”. Oprócz bolesności i miałkości ludzkiej egzystencji jest tu histeria gaszona „wapnem”.

Dlatego wiersze Południak pełne wrażliwości pragną stać się zapisem skrajnych stanów uczestniczenia w świecie.

Małgorzata Południak „Mullaghmore”, Wydawnictwo FORMA i Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy, Szczecin 2016, str. 68

Anna Łozowska-Patynowska

10 komentarzy:

  1. Coś rozjaśnia, coś zaciemnia. Jakże inaczej widziałam wiersz dla Judyty, nie ten, który nie był o Judycie, tylko ten właściwy "O przechodzeniu". Czytając bloga Judyty i przez to jakoś znając ją, jej historię, zupełnie inaczej odebrałam ten wiersz, niż autorka recenzji.

    Mam wrażenie, że Twoje wiersze odbijają się w każdym z czytelników innym echem, tak jakby każdy z nas wyżłobiony przez inne zdarzenia, był inną skałą.

    Po raz pierwszy w życiu mam możliwość "towarzyszenia" poecie, poznawania kolejnych wierszy i przyjmowania ich "do siebie". Nie jestem filologiem, znawcą literatury, a nawet "wyrobionym" poezjoczytaczem, jestem taką zupełnie nie wygładzoną skałą. Wiem, że brak wiedzy i narzędzi do oceny Twojej poezji, skutkuje niemożnością podjęcia rzeczowej dyskusji, trafnej, fachowej oceny, a może nawet świadomego zachwytu. Pozostaje mi tylko intuicja i odbieranie poprzez skórę Twoich emocji, strachów i zachwytów. Choć jest jeden wyjątek, mój Twój wiersz"Pozostaniemy sobie bliscy", który mnie po prostu przeszył na wylot, od pierwszego do ostatniego słowa. Czytając go pierwszy raz czułam się tak, jakbyś znalazła szyfr do mojego serca i tym wierszem je otworzyła przede mną samą.

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze odczytałaś wiersz. Recenzentka tropi po swojemu, myślę, że nie odczytała moich relacji z Judytą :)
      Tak bywa :)

      Lubię Twoje czytanie wierszy i to, jak je rozszyforwujesz :)

      uściski pięknoto i dziękuję! To bardzo ważne dla mnie.

      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  2. możliwość towarzyszenia poetce....to niesamowite.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wadą recenzentki jest ubogie słownictwo. Powtarza 'Południak' tak natarczywie, że aż w człowieku coś kipi, a przecież masz imię i jest tyle synonimów do słów: pisarki, poetki, autorki, artystki. No i z wierszem o Judycie się nie popisała, ale to moje zdanie. Nie zna Irlandii i jej historii, a trudno przejść obojętnie przez początkowe wiersze, są szczególne, a jednak je przemilczała. Myślałem, że jest profesjonalną krytyczką, czuję się zawiedziony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! To powtarzanie "Południak" sprawia że zupełnie nie można się skupić na treści.

      Usuń
    2. No cóż... zredagowałabym ten tekst, ale mnie nie wypada :*

      Usuń

Komentarze gallusa i wszystkie powstające klony kasuję. Gallusie zrozum, że nie chcę Twoich złotych myśli i kontaktu z Tobą.