sobota, 30 kwietnia 2016

Abandoned House

Wyjeżdżając z Durrow stwierdziłyśmy, że jeszcze nie wracamy do domu i ruszyłyśmy do Rahan, ponieważ na mapie był znaczek, że jest tam jakiś historyczny budynek. Przez łąki i pola, pod górę i w dół, kilkanaście zakrętów i kiedy dojechałyśmy do celu, ujrzałyśmy mały kościół z cmentarzem. Nie wiem czego się spodziewałyśmy, czasami człowiekowi brakuje wyobraźni w tych celtyckich sprawach. Po drodze minęłyśmy wjazd na pole golfowe. Zatem zawróciłyśmy, spragnione widoków i kawy. Jednak po kilku metrach zauważyłyśmy tablicę informacyjną - teren prywatny.

- eM, myślisz, że możemy tam wjechać?
- Tak, myślę, że nawet powinnyśmy, najwyżej powiemy, że zabłądziłyśmy,
przecież widać, że nie jesteśmy stąd.

I proszę, numerowane owce, opuszczona posiadłość, nieczynna restauracja. Pooglądałyśmy i pojechałyśmy dalej, przez łąki i pola... Na kawę. 





















7 komentarzy:

  1. A kto dba o owce? skoro wszyscy wyjechali :(((

    Dobre miejsce na świątynię dumania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mają swojego pasterza, który czuwa nad nimi :) trawa jest przycięta, żywopłoty również, tylko właściciel domu przepadł :)

      Usuń
    2. Właściciela porwały duchy , uuuuuuuuuuuu :)
      Dobrze, że owce mają pasterza :)))

      Usuń
  2. Absolutnie nadzwyczajna ta opuszczona posiadłość:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie chciałam napisać! Absolutnie nadzwyczajna! Że też nie mam odpowiedniej kwoty w porfelu... ;-)

      Usuń
    2. To jest bardzo duży dom, mogłybyśmy założyć kolektyw i tam zamieszkać z rodzinami :) mężowie jako instruktorzy gry w golfa, no i myślę, że spodobałoby im się strzyżenie owiec :) A my byśmy piękniały :) ot co!

      Usuń
  3. posiadłość... jakie przestrzenie...

    dla mnie chyba zbyt dużo.....

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.