środa, 4 czerwca 2014

Miejskie myśli, życie na prowincji

Zostałam sprowokowana w myślach. Przeraża mnie Dublin, tak samo jak Londyn. Jedynie Paryż wydawał mi się bardziej przestronny i nie spotkałam w nim tylu ludzi, co w stolicach wyspiarskich. Wpadam do Dublina i czuję się jak ludzie na fotografiach z przełomu XVIII/XIX wieku. Gdzie z każdej norki, kąta, ulicy, okna wystaje kilkanaście głów. Płynę z falą tłumu, nie jestem w stanie przyspieszyć ani zwolnić. Kiedy wracam do domu, powtarzam sobie w myślach, mam dość Dublina na jakiś czas. Po tygodniu mam ochotę tam wrócić. Taka refleksja, nic takiego. 

1960 rok, Dublin

23 komentarze:

  1. I na mnie tłumy źle działają. Z zatłoczonej wakacyjnej Pragi uciekłam, po to żeby wrócić tam rok później, jesienią. To była zupełnie inna Praga.
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w Pradze byłam o różnych porach roku i najmile wspominam jesień... jednak i bez tłumów

      Usuń
  2. Ja też nie lubię tłumów, ale Dublin bym zwiedziła :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dublin najlepiej zwiedzać rano, od poniedziałku do czwartku, albo w niedziele o świcie, kiedy jeszcze ludzie odsypiają imprezy, wtedy spokojnie bez lęku można się przemieszczać :) albo w deszczu :)

      Usuń
  3. Im mniej ludzi, tym więcej człowieka. Tak dziś pomyślałam, spacerkiem o 8ej idąc na targ, po bezludnych chodnikach mojego ślicznego zadupia :D

    OdpowiedzUsuń
  4. i pozdrowienia prowincjonalne przesyłam, nie dla nas tłumy i tłok :))

    OdpowiedzUsuń
  5. wiesz przecież, mieszkam w Londynie od lat. i czuję się jak na wsi :) serio. w tłum idę rzadko, gdy dzieje się coś ciekawego, albo gdy sprawy wzywają. tu gdzie mieszkam - cisza, spokój, ptaki jedzą ziarna z karmnika. chciałabym jedynie zatrzymać tę wszechobecną gentryfikację, ale tego się nie da zatrzymać. kisses.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, dla mieszkańców to zupełnie inne doznanie, jednak kiedy jadę na zakupy, czuję się jak na jakimś wyścigu...

      Usuń
  6. A ja tam czasami lubię poprzeciskać się między wiecznie spieszącymi się ludziskami w wielkich miastach. Zeszłego lata miałem wrażenie, że w sezonie letnim w Krakowie było więcej ludzi niż w Paryżu czy Rzymie. Dublina nie znam, a co do Londynu - tam zawsze jest jak w mrowisku - czy to noc, czy dzień - wszędzie mnóstwo ludzi. To już takie miasto - zajęte i zatłoczone. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dublinie jest podobnie, wieczorami ma to swój urok, nigdzie się nie spieszysz, przemiszczasz się tylko z baru do baru :)

      Usuń
  7. Nie wiem czy byłaś w Neapolu?! Tam to się dopiero dzieje...rzeki, a właściwie morza i oceany płynących tłumów, rozpychających się łokciami (dosłownie). Wszechobecny dźwięk klaksonów, brzmiących cholernie irytująco i dziwny zapach, jakby stęchlizny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Dublinie w centrum nie jest lepiej, tłumy płynących turystów, mieszkańców, dzieci, auta, i zapach wilgoci jest czymś naturalnym... Kiedyś udało mi się być w Atenach w czasie pierwszych dni strajku, było pusto... chodziliśmy jako jedyni na Akropol, to było niezwykłe doświadczenie :)

      Usuń
  8. Chciałabym zajrzeć do tego przedwojennego Dublina, gdzie z każdego okna wystaje kilkanaście głów. W sumie jednak jeżeli ktoś może sobie pozwolić na życie na prowincji, źle na tym nie wychodzi. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale o którą wojnę Ci chodzi Danko...

      Irlandzka wojna o niepodległość? http://www.google.com/imgres?imgurl=http%3A%2F%2Fupload.wikimedia.org%2Fwikipedia%2Fcommons%2F8%2F8d%2FCrowd_at_Mansion_House_Dublin_ahead_of_War_of_Independence_truce_July_8_1921.jpg&imgrefurl=http%3A%2F%2Fen.wikipedia.org%2Fwiki%2FIrish_War_of_Independence&h=636&w=827&tbnid=Hd3H-s7ikq-HaM%3A&zoom=1&docid=xXEfZx2HnfZbZM&ei=VBiPU5D2DM-e7Ab_iIGACw&tbm=isch&ved=0CCsQMygAMAA&iact=rc&uact=3&dur=843&page=1&start=0&ndsp=18 a może Irlandzka wojna domowa?

      w światóce, to oni nie uczestniczyli, mieli własne problemy z Anglią

      Usuń
  9. Ooo, sprzeczności, uwielbiam. Ja ich nie mam. Ani Londyn, ani Paryż. Istnieje wiele pięknych miast (Edynburg dla mnie, przeczołgał urodą), ale jakoś ja... oj, no morze, jezioro, wzgórza. Do dziś największym zastrzykiem ekstazy i krainą snów została Suwalszczyzna. Nigdy w życiu nie czułam takiej ilości piękna skórą. I od dziesięciu lat obiecuję sobie powrót. Bezskutecznie na razie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie wciąż dręczy powrót w Beskidy...

      Usuń
  10. Jesteś ani chybi uzależniona od tego miasta:-)
    https://www.youtube.com/watch?v=7tiaIuH3oj0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że jestem, ale kocham prowincję :P

      Usuń
  11. Nigdy nie byłam w Pradze, wiele o tym mieście słyszałam i dzięki Tobie mam już wstępny zarys :-)
    Uściski
    Pollyanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praga jest piękna, myślę, że trzeba tam chwilę pobyć :) pozdrawiam

      Usuń
  12. Też zaczynam nienawidzić miasta. Londyn ładny, ale przygniótł mnie. Zresztą nie trzeba wcale dużego miasta. Jesteśmy teraz w małej nadmorskiej wiosce i na chwilę wpadliśmy do Kołobrzegu. To jeszcze nie sezon, a ja myślałam, że tam oszaleję od nadmiaru ludzi, samochodów, całego tego zgiełku. Jak ja wrócę do mojego Wrocławia :( Chyba się starzeję, bo miasto chcę już tylko na chwilę.

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.