czwartek, 16 sierpnia 2012

Szklana kula

Rafał Babczyński

Kładziesz ręce na ramionach, nie dotykasz jej,
stół z wenge wciąż zimny, schody. Ostatni stopień
jest niski, za każdym razem zatrzymujesz się obok,
poniżej dwóch dołków. Detale, obrazki na ścianach,
tłoczona tapeta jak kartka dołączona do kwiatów;

chcieli dwa razy tyle za nic nie warte meble, uratowałam
swój talerz i filiżankę, łyżeczkę wziął chłopak z sąsiedztwa,
ale nie ma już płyt, których słuchaliśmy.

Odgłosy budowy nasilają się, nie mogę zapomnieć,
ile traciliśmy czasu, kiedy dojeżdżałam do ciotek,
jakiś facet otwierał drzwi i mówił, że tak należy robić.
Jego córka z długimi włosami, w różowej torebce
chusteczki i różaniec, ma to po nim:
śpiew z przepony, próbuje jeszcze raz,
bierze oddech i cichnie. Widzisz - kiedy patrzymy w niebo,
na dole szumy.

17 komentarzy:

  1. Pani Południak M. Pani tak w ramach tej przeprowadzki dzieło o szklanej kuli trzasnęła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, ten wiersz ma już swoją historię i żyje jakiś czas - tak tylko, zmieniłam temat :)

      Usuń
  2. Fajnie fajnie fajnie :D pozdrawiam
    zapraszam do mnie tez wiersze :) www.madchrupek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzałam, zapraszam na forum, może forumowicze pomogą Ci zrozumieć siebie i jak się wyrażać.

      Usuń
  3. To może ja też napiszę, że "fajnie fajnie fajnie" :-)) Tak w ramach odmiany - przeciwwagi do dotychczasowych "wydumanych" komentarzy. :-) [Oczywiście, to z przymrużeniem oka :-)]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) najważniejsze to poczucie humoru - dobrze, że jest :)

      Usuń
  4. bez przymrużenia oka ...............jest git Małgoniu
    buziak
    R

    OdpowiedzUsuń
  5. zpraszam do mnie :)
    R

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze lubiłam takie obsługiwanie dwóch myśli jednym słowem lub wpasowaną inną myślą, bo to kojarzy mi się z zazębianiem się obrazów, nakładaniem na siebie warstw, z których nie każda musi być czytelna i oczywista:

    "Odgłosy budowy nasilają się, nie mogę zapomnieć,
    ile traciliśmy czasu, kiedy dojeżdżałam do ciotek,
    jakiś facet otwierał drzwi i mówił, że tak należy robić."

    Podobnie zresztą z córką i torebką, gdzie w zależności od tego jak się spojrzy w okular kalejdoskopu, można zobaczyć w torebce cuda, łącznie z dziewczyną z długimi włosami.

    Jednym słowem ostatnia strofka jest pięknie zakręcona, a przynajmniej ja ją tak czytam, wyobrażając sobie przy tym spadające meteoryty, których można nasłuchiwać w radiu, pośród różnych innych szumów. Tak mnie dziś wyobraźnia prowadzi, pewnie na jakieś manowce, ale nie szkodzi, lubię ;)

    Wypadałoby by też coś wspomnieć o pierwszych strofach. Brzmią, jak gdyby peel rozliczał się z pewnym etapem życia, z ludźmi i wszystkim, co onegdaj go otaczało. Wspomnienia, migawki, przejście między tym co było, a tym co jest. Jak z jawy w sen i odwrotnie.
    Dużo też mówi tytuł, nie wiem czy to dobrze czy źle, ale wpasował się ładnie w treść, w wierszowe obrazy i eksponaty/rekwizyty.

    Tak mi się dzisiaj czyta, ale że to taki kalejdoskopowy wiersz, nie wiadomo co zobaczę następnym razem :)

    Nie mam uwag, dla mnie jest idealny.

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bożenko, czytałam ten wiersz w Chorzowie i dopiero czytając zauważyłam te spadające meteory. Dziękuję :)

      Usuń
  7. szkoda że nie ma płyt, co się z nimi stało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część jednak udało się odzyskać, jednak najlepsze płyty przepadły...

      Usuń
  8. Chciałabym mieć szklaną kulę. Do przeszłości. Przyszłość mogłaby być zagadką:)

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja tam wyczuwam Nowe w Twoim wierszu :) takie Nowe przez duże N. Dobre Nowe :)
    Tych płyt szkoda... ale może tak miało być?


    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.