I
Wychodzimy z cienia w ubraniach z czarnej wełny.
Zamek drażni brodę. Zbyt długi rękaw, by podać komuś rękę.
Na ulicy pachnie mokrym betonem, a może asfaltem
i czymś słodkim, czego nie potrafię nazwać.
Może tak będzie pachnieć planeta po człowieku?
A jeśli przyniosę zapach, nie kwiaty, tylko rękaw płaszcza,
w którym ktoś umarł zanim zdążył zmienić zdanie?
Płaszcz, opada ciężko aż do ziemi.
Patrzę długo.
W szafie znalazłam jeszcze wetiwer, kurz i coś gorzkiego,
jakby skórka pomarańczy przegryzła się przez podszewkę.
Nieobecność w rozmiarze czterdzieści osiem,
nie oddycha, ale zajmuje miejsce. Otwieram okno.
Przeciąg wyrywa słowa, których nie powiedziałam na czas,
i rozrzuca je po parkingu jak ulotki nieistniejącej partii.
Jedna przykleja się do mokrej opony.
Nikt nie musi jej czytać.
Tylko dlaczego stoję przy szybie i czekam, aż samochód ruszy?
Wreszcie rozumiem,
że całe życie chciałam mieć właśnie tę rzecz.
Plecy bez historii.

Po człowieku to planeta dopiero zacznie pachnieć tak jak powinna - ziemią, roślinami, wodą. Teraz to ona raczej śmierdzi asfaltem i betonem 🫤 No ale człowiek jeszcze na niej jest, więc...
OdpowiedzUsuńNowe otwarcie przed nami.
UsuńManekin bez twarzy, Ziemia bez człowieka, kraj bez historii... może tak się stanie.
OdpowiedzUsuńPrzepisałam wiersz, i wciąż mnie męczy i to, co obserwuję.
UsuńKiedy przychodzi takie rozczarowanie człowiekiem. A nawet gorzej niż rozczarowanie
OdpowiedzUsuńNiestety...
Usuńnie wiem, do czego mogłyby mi posłużyć plecy bez historii.
OdpowiedzUsuńdo nowego otwarcia...
UsuńMam wrażenie, że znalazłam się w świecie, który znam, choć nigdy w nim nie byłam. Właśnie to porusza mnie najbardziej.
OdpowiedzUsuńUściski posyłam :*
Usuńkolejny piekny.
OdpowiedzUsuńInnyglos