czwartek, 21 maja 2026

Próbuję zamknąć oczy i nie widzieć

 



Wieczór układa nam twarze w fontach bez polskich znaków.
Mieszasz herbatę łyżeczką obtłuczoną o zlew,
udaję, że nie słyszę wiadomości sączących się z kuchennego radia
jak rdza z czerwonego neonu.

Pewnego dnia będziemy jeszcze bardziej zmęczeni.
Usiądziemy obok siebie jak dwie próbki magenty
wyblakłe od słońca w drukarni.

Powiesz: ciszej,
i poprawisz mi kołnierz,
jakby świat dało się uratować
tym jednym gestem.

Na parapecie zwiędnie bazylia.
Autobus przejedzie obok naszego domu
tak wolno,
jakby wiózł wszystkich ludzi, których baliśmy się stracić.

A potem zasnę przy tobie
lekko,
jak rachunek schowany do książki,
której nigdy nie oddaliśmy do biblioteki.


5 komentarzy:

  1. "A potem zasnę przy tobie
    lekko,
    jak rachunek schowany do książki,
    której nigdy nie oddaliśmy do bibliotek"

    Chciałoby, się chciało.
    M

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem ten rachunek schowany w nigdy nieoddanej książce to jedyne, co zostaje z dawnych planów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię odkrywać w książkach naróżniejsze tropy... które tam wcześniej wetknęłam.

      Usuń
  3. mi dla odmiany najbardziej utkwił fragment o dwóch wyblakłych magentach i poprawianie kołnierza. zawiera się w nich miłość która nie zna rdzy.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.