Strony

niedziela, 10 maja 2026

Mógłby spaść śnieg

 


Jessica Au, przełożyła Aga Zano, Wydawnictwo: ArtRage, Wraszawa 2023.
Tytuł orygnału: Cold Enough for Snow
Piękny projekt okladki: Kamil Rekosz

Nowelę Mógłby spaść śnieg, kupiłam sobie do samolotu, i rzeczywiście czytało się ją jak podróż pociągiem przez mokre przedmieścia obcego miasta, niby nic tam się nie wydarza, a jednak po wszystkim człowiek wraca odmieniony. Ta książka właśnie taka jest. Cicha, prawie przezroczysta, a jednocześnie pełna napięcia ukrytego pod powierzchnią gestów, spojrzeń, przedmiotów ustawionych starannie obok siebie. Narratorka jedzie z matką w podróż po Japonii. Zwiedzają muzea, jedzą kolacje w pięknych miejscach, oglądają tkaniny, ceramikę, przyglądają się światłu odbijającemu od mokrych ulic. Rozmawiają o pogodzie, horoskopach, dzieciach, zakupach. I właściwie o niczym więcej. A jednak pomiędzy tymi wszystkimi drobiazgami pulsuje pytanie o bliskość, o to, czy można poznać drugiego człowieka, nawet jeśli jest się córką. Opowieść przypomina mi fotografie znalezione po latach w pudełku po butach, lekko wyblakłe, pełne czułości, ale też czegoś niepokojącego. Jessica Au pisze tak, jakby przesuwała palcem po powierzchni porcelanowej miski, delikatnie, by nie spłoszyć pamięci. Poruszające jest to, że emocje nigdy nie zostają tutaj nazwane wprost. One istnieją w temperaturze światła, w mokrych skarpetkach pozostawionych przy wejściu do muzeum, w sposobie trzymania pałeczek, w deszczu, który nie przestaje padać. Jestem oczarowana Japonią dlatego bez zająknięcia wybrałam książkę ze sklepu ArtRage i miałam wrażenie, że obcuję bardziej z nastrojem niż fabułą, bardzo dobrze mi było w głowie z tym moim problemem natrętnych myśli, które się wyciszyły. Z melancholią. Raczej nie była smutkiem, lecz szczególnym rodzajem uważności. Poczułam to, jakby autorka próbowała uchwycić moment tuż przed zniknięciem czegoś ważnego, relacji, wspomnienia, może samego języka porozumienia pomiędzy matką a córką. Wszystko jest trochę rozmyte, przesunięte, nieuchwytne. I może właśnie dlatego tak prawdziwe. Najbardziej poruszyło mnie to, jak narratorka zaczyna rozumieć, że dziedziczymy po swoich matkach nie tylko twarze czy gesty, ale całe sposoby odczuwania świata, oszczędność, niepokój, czułość wobec przedmiotów, milczenie, którego nie potrafimy już od siebie oddzielić. Bardzo bliska jest mi estetyka niedopowiedzenia. To literatura, która nie chce krzyczeć ani błyszczeć. Raczej siedzi cicho przy oknie hotelowego pokoju i patrzy na czerwone światła Tokio rozmyte w deszczu. I może właśnie dlatego zostaje pod skórą na długo. Mam poczucie, że Mógłby spaść śnieg jest opowieścią o dziedziczeniu wrażliwości, nie poprzez wielkie słowa, ale przez sposób patrzenia na świat. O tym, że czasami największa czułość polega na wspólnym milczeniu, na podaniu komuś parasolki, na zapamiętaniu, jakie lubi tkaniny albo jak starannie składa ubrania. Matka mówiła po kantońsku, córka po angielsku, ale żadna z nich nigdy nie weszła do świata drugiej. Wyjazd do Japonii stał się więc czymś więcej niż podróżą, możliwe że próbą znalezienia wspólnego języka poza słowami. W spojrzeniach, jedzeniu, kupowaniu prezentów, wspólnym siedzeniu w pociągu. Wracam czasami do sceny, kiedy bohaterka fotografuje siebie i matkę przed bramami torii i widzi potem na zdjęciu, że są do siebie bardzo podobne. To zdanie brzmi prawie zwyczajnie, ale po całej tej opowieści ma ciężar czegoś ostatecznego. Jakby dopiero wtedy zrozumiała, że całe życie próbowała jednocześnie oddalić się od matki i do niej wrócić. I chyba właśnie dlatego ten tytuł jest tak idealny. Mógłby spaść śnieg, coś możliwego, ale niepewnego. Coś, czego matka nigdy wcześniej nie widziała, a mimo to przez chwilę mogło się wydarzyć. Jak bliskość. Pełne zrozumienie drugiego człowieka. Pamięć, która raz pojawia się wyraźnie, a raz topnieje, zanim zdążymy ją zatrzymać. To jedna z tych książek, która nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Opowieść zwyczajnie dalej pada cichym deszczem gdzieś w środku człowieka.

12 komentarzy:

  1. Z wielką czułością mówisz o lekturze. Nie darmo mawia się, że książka żyje 3 razy: gdy powstaje w głowie pisarza, gdy czytelnik ją czyta i gdy nabiera nowych znaczeń i refleksji długo po lekturze.
    Lubię książki i filmy drogi, tak wiele w nich mądrości , a niekiedy dzieje się niewiele...

    OdpowiedzUsuń
  2. Niewielka książka, z wielką historią :* uściski

    OdpowiedzUsuń
  3. ojej Margo bardzo ci dziękuję, z radością bym nabyła i nabędę...zwłaszcza, że wydana ładnie, kolejna ksiązka w papierze:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mała książka, z tej serii jest tam jeszcze Fosse, Burns i inne idealne w podróż, do poczekalni... małe wielkie książki.

      Usuń
  4. Twoja recenzja brzmi jak przedłużenie tej książki:-) Dziedziczenie milczenia i sposobów odczuwania świata to chyba najtrudniejszy, a zarazem najpiękniejszy rodzaj bliskości. Cieszę się, że ta książka pomogła Ci wyciszyć natrętne myśli, to najlepsza rekomendacja, jaką można wystawić lekturze. Przeczytam, bo też potrzebuję takiego wyciszenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moja refleksja działa. Uściski

      Usuń
  5. Twoje recenzje, to powiastki o literaturze. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto, jak nie my :* czytelnicy :) pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  6. Po przeczytaniu Twojej recenzji mam ochotę kupić książkę:)
    Moja córka była oczarowana Japonią po pierwszej tam wizycie. Po następnym już miesięcznym pobycie nieco mniej, a po trzeciej zostało jej tylko rozczarowanie. W ich Akademii tak jak u nas przepychanki i układy. Mnie osobiście Japonia boli. Całe piękno ich kultury ginie w zderzeniu z Masakrą Nankińską, a i sposób, w jaki tam nadal traktuje się kobiety, jest mi niezrozumiały. Piękne kimono to tylko strój, maska.
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, z każdą kulturą jest trochę jak z człowiekiem. Zachwyt bywa pierwszym językiem podróży, a dopiero potem przychodzi trudniejsze rozumienie, razem z rozczarowaniem, smutkiem i pytaniami, których wcześniej nawet nie umieliśmy zadać. W Japonii szczególnie mocno czuje się ten rozdźwięk pomiędzy estetyką a tym, co ukryte pod powierzchnią. Piękno potrafi tam być niemal doskonałe, ale właśnie dlatego jeszcze bardziej boli, kiedy zderza się z historią, hierarchią czy samotnością ludzi. Myślę, że ta książka jest właśnie trochę o tym, co napisałaś.

      Usuń
  7. Zachęciłaś Margo, może sprawię sobie taki prezent, na chwile kiedy go potrzeba.
    Innygłos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, dla Ciebie korzyść tej lektury może mieć dodatkową warstwę...

      Usuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.