Nie trzeba być wampirem, żeby lubić czerń. Trzeba po prostu mieć własny gust, własny język estetyki albo zwyczajnie dobrze się czuć w tym, co się nosi. Czerń bywa elegancją, spokojem, ochroną, buntem, minimalizmem, wygodą, sztuką, cieniem po ciężkim dniu albo po prostu kolorem, który pasuje do wszystkiego. Nic więcej. Za to niepokojące jest coś innego, potrzeba oceniania obcych ludzi po kolorze sukienki. To osobliwy rodzaj ubóstwa wyobraźni: patrzeć na człowieka i widzieć wyłącznie za smutno, dziwnie, wampir. Jak bardzo trzeba być ciasnym w środku, żeby cudzy płaszcz uruchamiał potrzebę szydzenia? Ludzie bez tolerancji często mówią o wolności, dopóki ktoś nie wygląda inaczej niż oni. Wtedy zaczyna się mała policyjka gustu, emocji, fryzur, tatuaży, dziecięcych ubrań, koloru ścian i sposobu istnienia. Najgłośniej komentują ci, których przeraża indywidualność. Bo człowiek pewny siebie nie traci energii na pilnowanie, czyje dziecko nosi czarną bluzę. I jeszcze ten absurdalny zwyczaj dopisywania psychologii do koloru ubrań. Jakby garderoba była diagnozą charakteru, a osoby w pastelach były automatycznie dobre, a w czerni mroczne. Historia świata pokazuje raczej coś odwrotnego: okrutni ludzie często ubierali się całkiem zwyczajnie. Może więc warto zostawić ludziom prawo do własnej estetyki. Do czerni, różu, cekinów, glanów, koronki, ciszy i ekstrawagancji. Dorosłość zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba wyśmiewania cudzej odmienności.
Foto: Maciej Krajewski



No i za czernią dodatkowo przemawia argument, że brudu na niej nie widać 🤡😜
OdpowiedzUsuńA tak poważnie, to dorośli w jakiś sposób określają swoje dzieci i ich późniejszy gust już od chwili narodzin - wyprawka dla chłopca niebieska, dla dziewczynki różowa. Na szczęście to się zmienia, są piękne pastele, szarości, brązy.
Osobiście jestem psychofanką czerwieni, ale czerni i szarości też mam sporo i szczerze mówiąc, to sięgam po nie nie wtedy, kiedy mi źle i smutno, tylko kiedy mam dobry humor, więc tak do końca nie wiem jak to działa 😄
Lubię głęboką zieleń i magentę/fuksję. Ale róże są u mnie w dodatkach, chociaż mam fuksjowe futro i zestaw na siłownię. :* I pokój do pracy mam wymalowany na taki głęboki brąz wpadający w czarny, najlepiej mi się w nim pracuje i odpoczywa. Lubie kolory, używam, ale uwielbiam nosić czarne na czarnym.
UsuńMnie tylko rozśmiesza nadawanie na czerń. Po cichu myślę, że to potrzeba zawracania na siebie uwagi strojąc się w kolory, jest podejrzana.
OdpowiedzUsuń😉
A nich się stroi w kolory, jej sprawa, czarny to też kolor i moja sprawa :P
Usuńoch więc ta połowa przykościelna to jednak niedorosła,
OdpowiedzUsuńczerń uwielbiam jak wiesz, ale też uwielbiam inne kontrowersyjne rzeczy. przyzwyczaiłam się...do napierdalanki.
do tonu starychbab. zgryźliwych, smutnych, zalewanych żółcią...taplających się w zazdrości. idę dalej, robię swoje...
cudownie wyglądacie, wyglądasz :-)
UsuńStara zgryźliwa baba, smutna, zalewająca się żółcią...taplająca się w zazdrości. O tak, też tak czuję, że o to chodzi.
UsuńSą osoby, którym w czerni do twarzy, mam taką koleżankę i ona zawsze w czerni. O dziwo, z wiekiem coraz więcej u niej kolorów.
OdpowiedzUsuńCórkę próbowała ubierać w czerń i podobne szarości, ale nie dała rady, córka wolała róż:-)
Tu nie chodzi o ocenianie, choć podobno nie unikniemy tego, bo każdy z własnej perspektywy patrzy. Oceniam po zachowaniu i wypowiedziach, nie po kolorze czy cenie ubrania.
Ja nawet żałoby po bliskich nie nosiłam, bo czerń to dla mnie smutek, a tego miałam pod dostatkiem.
Patrzymy z poziomu własnej wrażliwości, dla kogoś nie do przyjęcia są kolory w ubraniu i biel, dla innych czerń.
To o wampirach, to raczej humorystycznie, o innych wszak mawia się, że papugi...
Myślę podobnie, wszystko zależy od tego, jakie znaczenia sami nadajemy kolorom. Dla jednych czerń będzie spokojem, elegancją albo schronieniem dla oczu i głowy, dla innych smutkiem czy żałobą. Problem zaczyna się wtedy, gdy prywatne skojarzenia zamieniają się w gotowe etykiety naklejane innym ludziom. Rzadko zwracam uwagę na to, jak ktoś jest ubrany, chyba że widzę w tym jakiś zachwyt, odwagę albo własny język estetycznywte dy patrzę z podziwem. Ale utożsamianie czerni z „mrocznością”, „żałobnictwem” czy „wampiryzmem” wydaje mi się uproszczonym patrzeniem na człowieka. Zwłaszcza dziś, kiedy ubiór jest często formą ekspresji, komfortu albo zwyczajnego upodobania do określonej estetyki. I właśnie to jest chyba najciekawsze że jedna osoba w czerni czuje wolność, inna smutek, a jeszcze inna po prostu dobrze wygląda. Kolory nie mają jednej prawdy. Ludzie też nie.
Usuń