Niczego nie chcieliśmy obgadywać. To się stało
ledwie widoczną smugą na ścianie. Odwracanie wzroku,
rozstrojenie w zestrojeniu. Nie śmieję się – błahe słowa
wykruszają każde poruszenie. Właściwie niepotrzebnie
otwieram torebkę i waham się. Ciału już nie wystarcza kołysanie
z drzewami, pod nimi. Unikam gromów, jasnego nieba, tańców,
smukłych kobiet, topornych płaszczy.
Nie wiem, dlaczego wciąż przegryzam
łodygi barwnych kwiatów.
Na marginesie.
Czego nie lubisz? Tych porozrzucanych wydruków z pracy dyplomowej,
błędów w drugich wersach, brakujących liter, pikseli tak drobnych,
że drażnią. Mrużysz oczy, wstajesz pod jakimś pretekstem,
by przyglądać się zaciekom na szybie, sieciom drobnych pająków.
Przesuwam punkty kontrolne w Illustratorze, by powtarzać ruchy.
Odrzucam ludzi, jak leci – całe kolumny pustki, raz po razie.
2019
z książki Pierwszy Milion Nocy


To często dzieje się powoli, niezauważalnie, może wtedy mniej boli krok ostateczny?
OdpowiedzUsuńMożliwe, możliwe...
UsuńLudzie często odwracają wzrok...
OdpowiedzUsuńZnak czasów.
UsuńJestem, czytam, myślę...
OdpowiedzUsuńInnygłos
:)
Usuń