Odprowadziłam Sophie na autobus i patrzyłam, jak znika za zakrętem, jakby ktoś wyciął ją z kadru nożyczkami do papieru i schował do kieszeni mojej sportowej kurtki. Jeszcze machała, wysłała buziaki i serducho, jeszcze była, a po chwili już tylko oddech na szybie i ja z tym swoim no dobra, jedziemy dalej, jakbym była własnym kierowcą zastępczym. Poszłam na siłownię. Luzik. Ciało wchodzi w rytm szybciej niż głowa, mięśnie nie zadają pytań, tylko robią robotę. Coraz lepszy czas, mniej wymówek, więcej tego dziwnego spokoju, który nie jest spokojem, tylko brakiem alternatywy.
Ale po drodze przejście dla pieszych, no i klasyka gatunku. Stoję, świecę się jak choinka, znaki poziome, pionowe, kosmiczne sygnały: halo, jestem człowiekiem, mam kości, wnuczkę, nie chcę być plamą. I nic. Kierowczynie patrzą przeze mnie jak przez szybę brudną od życia. Co czwarty kierowca łaskawie zwolni, jakby robił mi przysługę, jakbyśmy grali w jakąś chorą grę: przeżyj, jeśli zdążysz. Czasami mam wrażenie, że prawo jazdy rozdają tu w promocji do sześciopaku. Serio. Bo jak można nie widzieć przejścia? To miejsce nie jest metafora, to są pasy, konkret, geometria losu. Ktoś napisze, ale Garda? Hehe, no nie. Cisza. Jakby ktoś ich wymazał gumką z budżetu i pamięci. Więc ludzie jeżdżą jak chcą. Na czerwonym? Pewnie. Pięć samochodów na jednym skrzyżowaniu, płyną jak ławica, jakby światło było sugestią, nie zasadą. I tak, patrzę na to wszystko i łapię się myśli, której nie chcę mieć. Że rozumiem te wszystkie stereotypy o kobietach za kierownicą. I mnie to wkurwia podwójnie, bo przecież wiem, że to nie płeć, tylko bezkarność, brak uwagi, ten syf w głowie, który mówi: zdążę, jakoś to będzie. A jakoś to najgorsza jednostka miary świata. Zatem bieżnia. Odpalam audiobooka i ze mną wchodzi on, Brudny. Jak zawsze trochę za bardzo, trochę zbyt blisko skóry. Słucham kolejnej części i nagle Bagno mnie wciągnęło tak, że nie było już powrotu. Na początku, kiedy zaczęłam słuchać, Piotrowski mnie drażnił, nie będę czarować, bo wspominałam o tym u Teatralnej. Ten cały komisarz Brudny, za twardy, za zrobiony, jakby ktoś go ulepił z testosteronu i traumy w proporcjach więcej, jeszcze więcej. Taki typ, co wchodzi do pokoju i zabiera powietrze. Już w Zarazie coś się we mnie przestawiło. Klik. Przestałam go oceniać, zaczęłam nim oddychać. W Bagnie już podążałam za głosem i myślą Brudnego.
To nie jest już tylko kryminał, to jest rozkład systemu na czynniki pierwsze. Taki sekcyjny stół dla rzeczy, o których wszyscy wiedzą, ale nikt nie chce mówić głośno. Piotrowski bierze te wszystkie afery, które latami czytałam i były zamiatane pod dywan, szybko, po cichu, bez śladów i wyciąga je na światło dzienne, jak brudne pranie z piwnicy. I nagle poczułam ten zapach. Nieładny. Prawdziwy. Bagno, to nie jest subtelna powieść. Z resztą nie chce być subtelna. To jest książka, która mówi: patrz. Patrz, do cholery, bo jak nie patrzysz, to współuczestniczysz. I to mnie uderzyło najmocniej, że to nie jest historia o złych ludziach gdzieś tam. To jest historia o strukturze, która pozwala złu działać jak dobrze naoliwiona maszyna. O układach, milczeniu, o tym, że prawda ma termin ważności i często wygasa szybciej niż data przydatności do spożycia jogurtu. Brudny w tym wszystkim nie jest bohaterem. Jest narzędziem. Jest jak nóż, potrzebny, ale zawsze trochę przerażający. I może dlatego zaczyna działać. Bo przestajesz oczekiwać od niego czystości. Piotrowski robi jedną rzecz bezczelnie dobrze: nie daje komfortu. Nie ma w jego ksiażkach miękkiego lądowania, nie ma wszystko będzie dobrze. Jest raczej: to już się dzieje, tylko nie chcesz tego widzieć. I ja to biorę. Całkowicie. Bo żyjemy w świecie, gdzie rzeczy ważne są wyciszane szybciej niż powiadomienia w telefonie. Gdzie skandal trwa trzy dni, a potem przykrywa go nowy. Gdzie prawda nie przegrywa, ona po prostu się nudzi ludziom. Bagno jest jak wdepnięcie w coś, czego nie da się wytrzeć o trawę. Niesiesz to dalej. Na podeszwie, w głowie, w rozmowach, które nagle stają się niewygodne. I może dlatego ta książka jest przyjemna, ale w taki przewrotny sposób. Przyjemna jak rozdrapywanie strupa. Jak sprawdzanie, czy jeszcze boli.
Boli.
I dobrze.
Podobne o kierowcach mam spostrzeżenia, my to nawet zakładamy się z mężem, kto siedzi za kierownica, jeśli nie zwalnia przed pasami. W 9 na 10 aut siedzi za kierownicą kobieta, dziwne. Na czerwonym? żaden problem...wielu kierowców, nie tylko kobiety.
OdpowiedzUsuńKsiążki nie znam, ale brzmi ciekawie.
Wydawało mi się, że w mieście, to właśnie w Polsce kierowcy są uważniejsi. Książkę polecam ;)
UsuńW moim mieście, małym zresztą, kilka osób zginęło na pasach...
UsuńNiestety, ludzie na pasach giną, bo kierowcy nie zdają sobie sprawy z tego, że człowiek ma jedno życie. Ogólnie to lipa z tym myśleniem.
Usuńto masz kłopot na jezdni. a ja mam kłopot na chodniku - "Miasto przyjazne rowerzystom" zamieniło chodniki na pasy ruchu dla hulajnóg i rowerów. kosmos. nie wiadomo skąd z prędkością kilkudziesięciu km/h nadjeżdża taki i nie ma zmiłuj. on jest na prawie, a ja w stresie, bo się boję chodzić.
OdpowiedzUsuńRowerzyści tutaj jeżdżą bez kasków, hulajnogi są podobną zmorą, o tym nie wspomniałam, bo akurat chciała mnie przejechać na przejściu baba, a nie hulajnoga.
UsuńMyślę, że komisarz Rafał Lichy też by Ci się spodobał 😉 To Brudnika (Szafarz, Chrzciciel, Ceremoniarz). A potem Rota i Gawra, już bez Lichego, ale z komisarz Łezką, która z Lichym współpracowała. Tak tylko nieśmiało zasugeruję 😉
OdpowiedzUsuńCo do kierowców, to zawsze karnie zatrzymuję się przed przejściami, co do niedawna budziło chyba lekkie zdziwienie w Polsce, bo kilka razy byłam obtrąbiona na zasadzie "jedź idiotko, pieszy poczeka!". Tutaj wszyscy przepuszczają pieszych i zwalniają kiedy już podchodzisz do przejścia.
Jedyne co mi ciśnienie podnosi, to te puste łby z oczami niemalże przyspawanymi do smartfonów, stojące przed przejściem i nie wiesz, czy chce przejść, czy tylko stoi w idiotycznym miejscu. Ale telefony to ogólnie inna bajka 🤦♀️🙂
Nie mam za dużej przestrzeni w sobie na kryminały, ale sięgnę, bo seria z Brudnym już się kończy, a biżenia to projekt na lata ;P dziękuję. U nas też tutejsi się zatrzymują i zostałam przez lata rozpieszczona, ufna, ale fala emigracyjna, która się tu pojawiła nie ma pojęcia o zasadach w ruchu drogowym, nie znają znaków i zachowują się, jak dzicy ludzie. Dzisiaj babka ze smartfonem przed nosem skręcała, kiedy stałam na światłach i zjechała na przeciwny pas ruchu, zero zmartwienia na twarzy. Została otrąbiona i tyle. Ludzie... ach, szkoda słów.
UsuńNie, no Brudnego dziewięć tomów, więc jeszcze kilka Ci zostało 😉
UsuńMnie wciągnęło z kryminałami i dlatego też staram się wbić z czymś odmiennym czasami i dobrze mi zrobiła "Światłoczułość" i "Nocami krzyczą sarny" 🙂
Skończyłam dzisiaj w drodze powrotnej do domu Smolarza :P ale muszę odpocząć od słuchania, teraz będę czytała, na dłużej wystarczy :P dziękuję za polecone :)
Usuńw kraju tutejszym owszem już się bardzo zmieniło, bardzo, a jeśli jakiś kierowca się zapomni, to go piesi sprowadzają do parteru. i policja. natomiast ja jako kierowczyni sarkam. bo piesi nie patrzą, nie są czujni a zimą jest ślisko a już ta zimą to wyjątkowo dużo było nieprzyjemnych sytuacji. nie mają żadnych pasów, odblasków, chodzili środkiem jezdni, bo chodniki zawalone, przechodzą gdzie chcą bo przecież ...mogą, jakby zapomnieli, że w samochodzie też siedzi człowiek...
OdpowiedzUsuńPiotrowski...no cusz pisałam już, że mnie chlasta po pysku . w tych kryminałach. a jak już sobie gadałyśmy "Bagno jeszcze przede mną...
tez u sobie piszę o jego kryminałach, skończyłam dwa tomy zaczynam trzeci. wszystkie są osadzone w pedofilskiej norze sierocińca. ohyda. Ściskam.
Tutaj wszystko masz na sobie odblaskowe, mam kilka kamizelek odblaskowych w różnych miejscach, właśnie dla bezpieczeństwa. Wciąż myślę o zakupieniu kamery GoPro i nagrywaniu mojego chodzenia, bo powieść, to mało.
UsuńZdziwiłas mnie tymi pasami tutaj, bo przeważnie patrzyłam jak mili kierowcy są w Irl w porównaniu z Pl. Ale na 100 miłych trafi się jakaś sliwka robaczywka, koło nas jest takie przejście, gdzie nie ma skrętu w prawo, żeby wjechać na dzielnię trzeba pojechać prosto i zawrócić, co zawsze wkurza, ale wszyscy przeważnie karnie robią kółeczko, oprócz paru gnoi. Jeden prawie stukną Mo na rowerku, serce mi stanęło, bo gnój ruszył, jak już miał czerwone, chciał wykręcić od dłuższego czasu, więc kiedy przeciwny pas stanął, ruszył do skrętu zupełnie nie zauważając, że zielone się włączyło dla pieszych, a Mo wyrwała na rowerku, bo przecież zielone. Na szczęście była o krok od niego i to o krok ją ocaliło.
OdpowiedzUsuńOd jakiegoś czasu jest tragedia, a zauważyłam, bo więcej chodzę, świadomie, bo wyrabiam kroki, na siłkę tylko szybki marsz, odmawiam podwózek. A rano, kiedy matki podwożą dzieci do szkoły, w drodze powrotnej wpatrzone w smartfony zupełnie nie reagują na to, co dzieje się na drodze. Mój mąż, kiedy wraca do domu, zaczyna: no opowiadaj... Bo codziennie mam przygody. Czasami myślę, że coś jest chyba ze mną nie tak, ale to nie zemną, to świat staje na głowie, ja chcę tylko bezpiecznie przemieszczać się po okolicy.
UsuńI współczuję stresu, bo Mo, czy Sophia, powinny czuć się bezpieczne, a jak widać, to nie mogą. Nie lubię tego w ludziach, myślenia tylko o sobie.
UsuńZaciekawiłaś mnie tym Bagnem. Kupię i przeczytam. :)
OdpowiedzUsuńKierowcy i kierowczynie wszędzie są tacy sami i wszędzie są różni jak to ludzie.
Dzieci trzeba uczyć, przypominać i pilnować.
M
'Bagno' wyrasta z wcześniejszych tomów cyklu o komisarzu Brudnym i rozwija wątki zapoczątkowane w poprzednich sprawach, szczególnie te związane z sierocińcem, w którym się wychowywał, oraz z ludźmi, których tam poznał. To powieść, która spina konsekwencje przymykania oczu, kolesiostwa i systemowej hipokryzji władzy. Jednocześnie obnaża słabość charakterów i brak moralnych fundamentów w strukturach urzędniczych. Taaak, Sophia i ja jesteśmy na etapie ciągłego przypomina, zatrzymaj się, rozejrzyj się, nie biegij, a ludzie, wiadomo. Uściski M.
UsuńMam już książkę, ale musi czekać w kolejce, bo aktualnie czytam dwie. Obie są dla mnie ważne i nie chcę pospieszać:). Septologię, która została napisana dla takich jak ja, bo mogę ją czytać i czytać. Żałuję tylko, że nie znam języka, bo niewiele utworów tego autora jest przetłumaczonych. Druga to „Kiedy żurawie odlatują na południe". Książka o starości, do której nieuchronnie się zbliżam:)
OdpowiedzUsuńM
W Polsce dostawy są szybko. Na wyspy wszystko trwa dłużej i jeszcze dłużej. Aaa tego drugiego tytułu nie znałam, chętnie się zapoznam :) dziękuję M. Kisses
Usuń