Jest dźwiękiem, który zrezygnował z bycia zrozumianym.
Bywa trzymana w dłoni, drży lekko jak pomarańcza,
jeszcze nie wie, czy ktoś ją otworzy,
czy zostanie zapomniana na parapecie
na tyle długo, by stracić soczystość i zyskać znaczenie.
Cisza nie jest symbolem. Nie da się jej uprościć.
Nie mówi nic, ale słyszy wszystko –
zwłaszcza te rozmowy, których nie odbyliśmy,
żeby nie zburzyć nastroju.
W środku ocean, dla rzeczy małych i przestraszonych,
zasypiają przy jej brzuchu, jak sardynka przy pomarańczy.
Czasem ktoś ją stawia na krawędzi krzesła,
wstawia do lodówki, albo zostawia pomiędzy frazami –
jakby była przystankiem, a nie drogą.
Z czasem wysycha, zwija się w sobie,
aż wreszcie zaczyna rozumieć,
czym naprawdę jest czekanie:
to trwanie bez gwarancji powrotu.
To skurcz światła w słoiku po herbacie.
To niedokończony projekt. Przechowywany
nie z obowiązku, ale z potrzeby zachowania oddechu.
I tylko wtedy, gdy ktoś przypadkiem dotknie cię znowu –
głosem, spojrzeniem, pytaniem – rozlewasz się
kroplą na nadgarstku.
Nie wiadomo, czy to radość.
Czy rana. Ale jesteś.




uwielbiam twoje grafiki i teraz żałuje...
OdpowiedzUsuńCzekam aż Sophia wróci z wycieczki i losujemy :P nie żałuj
UsuńCisza słyszy wszystko...lub może my uważniejsi jesteśmy w ciszy?
OdpowiedzUsuńJa jestem bardziej skupiona w ciszy, i lubie ciszę. Obserwowanie jest wtedy uważniejsze, można ciszę złapać na gorącym uczynku.
UsuńCisza dla ucha jest tym czym mgla dla oka. Mobilizuje inne zmysly. Jest chwilowym zatrzymaniem, namyslem co dalej. Cisza i mgla przechowuja rzeczywistosc na jakis czas.
OdpowiedzUsuńO tak, właśnie!
Usuń