Obserwuję na blogach i w mediach społecznościowych powtarzający się obraz: ktoś publikuje wiersz/tekst, osobisty, często o pamięci, ciele, o tym co kruche, a z nim ilustrację wygenerowaną przez AI. I za każdym razem czuję w sobie ukłucie i pęknięcie, jakby dwa porządki nie chciały się ze sobą spotkać. Nie chodzi o strach przed technologią, bo w niej czuję się jak ryba w wodzie. Pracuję obrazem, wiem jak narzędzia zmieniają sztukę. Fotografia zmieniła malarstwo, druk poezję, komputer projektowanie. Ale tu dzieje się coś innego. Modele generujące obrazy uczą się na ogromnych zbiorach ilustracji, zdjęć i grafik pobranych z internetu. Nie z próżni, z pracy konkretnych ludzi. Z czyichś lat patrzenia, uczenia się, błędów, poprawek, prób znalezienia własnej linii/głosu. Algorytm nie inspiruje się jak człowiek. On statystycznie składa pamięć tysięcy autorów w jeden obraz, który nie ma już autora. I właśnie to mnie uwiera. Bo w poezji odruchowo wierzymy w odpowiedzialność podpisu. W to, że zdanie jest czyjeś, że doświadczenie i pamięć ma właścicielkę i właściciela. A obok pojawia się obraz zbudowany z bezimiennego tłumu twórców, którzy nawet nie wiedzą, że ich prace zostałe użyte. Nagle okazuje się, że o wrażliwości opowiadamy narzędziem powstałym przez pominięcie czyjejś wrażliwości. To nie jest dla mnie abstrakcyjny problem prawny tylko relacyjny dyskomfort. Jeżeli korzystam z cudzej pracy, cytuję, wykazuję źródło, albo zwyczajnie pytam autorkę czy autora. Dlatego pod takimi postami, które zawierają pracę z AI milknę. Nie z obrazy na autorkę czy autora, tylko z wierności do własnej pracy. Bo nie potrafię jednocześnie wierzyć w sens indywidualnego głosu i udawać, że obraz zbudowany z tysięcy niepodpisanych głosów jest przezroczystą dekoracją.

Chwała Ci za ten wpis 🩶
OdpowiedzUsuńNie pierwszy i nie ostatni raz, ale wiesz jak jest, uściski
UsuńTrudno się nie zgodzić, ale nie każdy posiadł talent ilustrowania swoich wierszy...
OdpowiedzUsuńA po co ilustrować wiersz?
UsuńAgnieszko, czasem po prostu dlatego, że słowa i obrazy są siostrami. I lubią iść razem, nawet jeśli każda patrzy w inną stronę. Czasem obraz zadaje wierszowi pytanie, na które on sam nie miał odwagi odpowiedzieć. Poza tym nie ilustruje się po to, by wyjaśnić tylko po to, by otworzyć. Na drugim roku studiów graficznych w module komunikacji wykonywałam projekt, który trwał 9 tygodni, hehe, i musiałam zilustrować w formie książki wiersze. Wybrałam własne oczywiście, ale wtedy dotarło do mnie, że tekst wychodzi poza alfabet, można mu nadać kolor, fakturę, pokręcić linie albo je napiąć. Pozwalałam znaczeniom się rozproszyć i ułożyć w nowej warstwie. Ilustracja to nie jest zdjęcie kamienia, ale mapa kręgów na wodzie, które ten kamień może wykonać, jest milczeniem jego możliwości. Ilustracja może być kolejnym oddechem, nawet jak znaczenie początkowo wydaje się patrzeć w inną stronę. Wiersz nie kończy się na słowie ale ma dla mnie wartość, kiedy za obrazem kryje się konkretny człowiek, a nie gennerator AI. Jest jeszcze prawo autorskie, o którym blogerzy zapominają. Wklejają zdjęcia z Internetu, bo myślą, że mogą nawet, jak napiszą źródło/wkleją link, a to tak nie działa, nie można tak sobie brać i wklejać coś, co nie należy do nas, ale to jest odrębny temat.
UsuńJotko, jak nie potrafią, to niech tego nie robią, albo spotkają się z takim twórcą, który im udostępni swoje prace i wyrazi na to zgodę, by je publikować. Branie cudzego, tylko dlatego, że jest w Internecie, to kradzież i nie różni się szczególnie od kradzieży w sklepie. Można ponieść realne konsekwencje takiego zachowania, zależy na kogo się trafi.
Zgoda, ale są tez ilustracje z domeny publicznej, które nie wymagają przypisania , ani podania źródła, a z drugiej strony są tez miejsca, gdzie nawet zdjęć nie wolno robić własnym aparatem.
UsuńIm więcej przepisów, tym większa trudność egzekwowania, bo niby mogę zrobić zdjęcie w muzeum, ale czy mogę je pokazać na blogu? Nie wiem do końca...
Delikatna subtelność, obraz może być w domenie publicznej, ale: konkretne współczesne zdjęcie reprodukcji tego obrazu może być objęte prawem (jeśli ma cechy twórcze, to zdjęcie), instytucja udostępniająca może mieć regulamin ograniczający użycie pliku (choć to nie jest prawo autorskie w tym dokładnym przypadku). Więc tak, obraz Malczewskiego możesz opublikować, ale jeżeli to zdjęcie zrobił ktoś, kto ogranicza prawa autorskie, to już nie. Domena publiczna oznacza jedynie, że twór nie jest już objęty majątkową ochroną i może być używany przez każdego, czyli obrazy i twórczość autorów, którzy zmarli ponad 70 lat temu. Ale już nie można bezkarnie publikować coś, bo jest w Internecie, bez podpisu, starego, czy darmowego, bo to już są konkretne sytuacje prawne. Zdjęcia ze stoków też mają określone warunki publikacji i nie są do darmowego publikowania, oj nie.
UsuńCoraz bardziej kusi mnie, żeby kupić klisze i spróbować moją smienę. Albo nawet te jednorazówki kodaka. Tylko najpierw muszę znaleźć miejsce, gdzie wywołają mi to. Albo nauczę się sama.
OdpowiedzUsuńMam wrażenie, że z AI to się stało to, co się stanie jak małpie dasz pistolet. Nie obrażając małp.
Zdjęcia wywołują punkty fotograficzne, nawet w mojej małej wiosce :P u Ciebie pewnie też :) AI zniknie z przestrzeni publicznej, jest coraz więcej pozwów, to się tak skomplikuje, że AI będzie zastrzeżone jedynie dla technologii.
UsuńI tak być powinno. Zupełnie niepotrzebnie udostępniono.
UsuńMuszę znaleźć tu fotografa. Dzięki za podpowiedź.
tak podobno pisze się "hity". jeden z kabareciarzy powiedział - żeby było podobne do wszystkiego i nikt nie mógł przyczepić się o plagiat. tak działa SI. ja widzę po blogu, że SI grasuje i szuka "natchnienia". zwykle u mnie bywa 50-200 wejść. ale jak zacznie grasować pani sztuczna, to przez tydzień czy dwa potrafi się nazbierać ponad 20 tysięcy. ktoś wspominał w blogowym świecie o konkursach literackich mających na celu kradzież pomysłów od nieznanych światu twórców, żeby te pomysły przekazać "modnym nazwiskom", żeby z nich korzystały tworząc epokowe dzieła. brat wspominał o konkursach fotograficznych, gdzie także zdjęcia nieznanych były kąskiem dla tuzów i baz danych. bardzo mi się to nie podoba. to nie jest "inspiracja" tylko zwykła kradzież.
OdpowiedzUsuńSą ludzie bez zasad, albo próbują naginać je dla siebie, bo tak jest im pewnie łatwiej, szybciej, dla glorii i czegoś tam jeszcze. Tylko, jaki jest ten wysiłek...
UsuńMam z tym problem, bo nie jest to dla mnie jednoznaczne. Kultura od setek lat się rozwijała inspiracją, ktoś coś usłyszał, zobaczył, przerobił, ktoś z niego zaczerpnął, ludzie uczyli się od siebie nawzajem i inspirowali i nie zamieszczali długiej listy nazwisk przed Iliada i Odyseja, historie były zapamiętywane niedokładnie, z błędami, przerabiane i dostosowywane do słuchacza, bez tego nie byłoby kultury ale i nauki, rozwoju, innowacji, cywilizacji ludzkiej po prostu. Z drugiej strony artysta to taki, jak tu mówią, vulnerable zawód, każdy może wykorzystać i ukraść pomysł i ten, kto cos naprawde oryginalnego wymysli najczesciej nie jest tym, kto na tym zabia. Z trzeciej strony patenty i prawa autorkie doszły do ściany, jak coś może byc chronione 70 lat po śmierci autora, jak w USA i nie możesz sobie używać Happy Birthday bo prawa autorskie ma Warner Bros? (zmienili dopiero w 2016). Boję się, że działa to tylko na korzyść silniejszego.
OdpowiedzUsuńA z czwartej strony grafiki i obrazy AI są dla mnie odrzucające, ta ich statystycznosc powoduje, że nie ma wlasnie tego pęknięcia człowieczego, tego małego potkniecia ręki, tej niezamierzonej sugestii, czegoś co daje wrazenie obcowania ze sztuką.
Innyglos
Masz rację, że kultura zawsze rozwijała się przez inspirację i przetwarzanie. Nikt nie robił przypisów przed 'Iliadą'. Ale tam nie było rynku praw autorskich, globalnych korporacji ani maszyn zdolnych przetwarzać miliony dzieł w sekundę. Skala i kontekst były inne. To nie był system, w którym ktoś hurtowo zasysał czyjąś pracę, by sprzedawać ją szybciej i taniej. Jeśli system uczy się na dorobku tysięcy twórców, a zysk trafia do kilku firm, to nie jest romantyczna wymiana kulturowa. To jest model biznesowy. Inspiracja to twórcze przetworzenie przez własną wrażliwość i doświadczenie. Kradzież to przejęcie konkretnego rozwiązania i podpisanie go własnym nazwiskiem. Eksploatacja to wykorzystanie systemowe bez równowagi korzyści. I oczywiście nie odrzucam technologii, tylko domagam się uczciwości. I wciąż widzę, jak prawo autorskie bywa nadużywane i często sprzyja silniejszym. Ale to nie znaczy, że ochrona twórców jest zbędna, widzę gdzie co kuleje, ale wciąż będę się domagała uczciwszych zasad, bo inaczej gdzie się znajdziemy za 10 lat?
UsuńNo i tu sie zgadzamy, tez obawiam sie, ze wykorzystani sa tworcy a zarabiaja korporacje.
UsuńInnyglos
I jeszcze muzyka...
OdpowiedzUsuńKradzież jest przestępstwem i jako takie powinno być karane i napiętnowane, a jednak istnieje ogromne przyzwolenie społeczne.
M
O tak, ten wylew muzyki z generatorów... koszmarki.
UsuńMargo rozumiem Twój dyskomfort bo też wiem ile pracy kosztuje twórczość, kreacja ale niestety to już poszło za daleko (ale też było zawsze, że sobie przywłaszczano za darmoche i bez pytania) i tak już będzie. ludzkość idzie na łatwiznę. coraz więcej ludzi chce być artystami :-)) bez talentu?
OdpowiedzUsuńCzasem jeszcze dopytuję autorów czy to ich dzieło? coraz częściej czytam, że z internetów albo AI. i dlatego skupiam się tym bardziej na twórczości autorskiej i doceniam wyobraźnię i człowieka. konkretnego. Aż strach pomyśleć, że już tuż tuż ilustratorzy podobnie jak graficy stracą pracę...może tylko ekskluzywne wydawnictwa i firmy będzie stać na Człowieka-Artystę.
bo to już nie jest tylko inspiracja...to trend który zmieni świat. Tak jak rzeczy robione przemysłowo zabrały pracę prawdziwym rzemieślnikom, artystom. Z czasem zaczęto doceniać i szukać pracy rąk i kreacji czyli niedoskonałości:-)no i na razie AI jest tak wylizana i sztuczna, że nie da się na to patrzeć. w każdym razie ja nie mogę ale całkiem sporo ludzi lubi tandetę.
UsuńDla mnie bardzo ważne jest to, co napisałaś: zaczynasz bardziej świadomie wybierać twórczość autorską. To nie jest mały gest. Rynek reaguje na wybory odbiorców. I fakt, że tandeta ma się dobrze, bo to niektórym ludziom wystarcza, ale to więcej mówi o nich samych i tego, co reprezentują sobą. To jak wybór pomiędzy poliestrem a merino.
UsuńIlustrowanie wierszy czy prozy to już sztuka wyższego gatunku. Bardzo specyficzna i wymagająca niesamowitych zdolności...
OdpowiedzUsuńMożliwe, ale to jak zawsze kwestia gustu i oczekiwań.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńOoooj, nie zdążyłam odpisać, a wracałam dzisiaj do domu i rozmawiałam o diagozach AI z córką... uściski Maminko
Usuń