wtorek, 15 listopada 2016

Na uspokojenie



Szept, za którym wspinasz się, spadasz, podnosisz i tak dalej.
Nie jest za późno, nawet kiedy myślisz, że jest. Blask czasowników.
Przegięcia, wygięcia z woli osób trzecich. W pląsach, w locie
ptaków w jedną stronę. Cała ta maszyneria o kant rozbić.

Wybór, od którego nie ma ucieczki. Przypływ. Odkładane rachunki
za wodę, bo niby nieotwieranie kopert jest jak
nieodkręcanie kranu, można wyprzeć, przeczekać strach, odpływ.
Wyliczane tytuły, nazwiska, dzięki którym dojrzewamy i odmieniamy „ó”
otwarte lub zamknięte.

Bajki o głosach, malowanych ptakach, ocalonych, wstaję z kolan.
Przyglądam się rysom, pęknięciom, wybuchom gejzera, łamię głos i ołówki.
Tylko szmer, jednostajny, lekki powiew. Wmawiamy sobie,
że ludzie się nie dzielą, segregują śmieci, ocalonych. Zaprzeczamy
we właściwej kolejności, kiedy brzęczą na torach, w świetle.

4 komentarze:

  1. W szept się wtulam, słowa odmieniam przez przypadki zdarzeń. Spokojniej. Dziękuję Małgosiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze zostawiam dla Ciebie, jako podkład https://www.youtube.com/watch?v=5Cm7O4VDTlQ

      uściski i dziękuję :)

      Usuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.