poniedziałek, 2 maja 2016

Skłonności





Sztuka współczesna jest nieustającym tematem dyskursu akademickiego. Jednak mam wrażenie, że nic z tego nie wynika. Hermetyczny i akademicki język drażni, nie pozwala zrozumieć odbiorcom sztuki, o co właściwie chodzi rozmówcom. Co jest ważne, a co nie. Jak można w sposób precyzyjny wypowiadać się na temat sztuki teatralnej cenionej noblistki i jednoznacznie skreślać ją, jako wartościową. Z moich obserwacji wynika, że w każdej przestrzeni artystycznej dorabia się jakąś ideologię, by wpasowała się w panujący trend. Oczywiście profesorowie, historycy sztuki, krytycy pełnią rolę autorytetów, przynajmniej taką powinni. Wygląda jednak, jakby ich czas przeminął. Dzisiaj prowokuje się ludzi konkursami, wybiera się artystów, którzy owszem, znają się na technikach malarskich, przeżywają duchowo to, co robią, łączą rękę z okiem, przenikają warstwy, ale nic z tego nie wynika. Nic się nie dzieje. Mnie się to nie podoba. Nie czuję twórczości laureatów, ich humoru, sarkazmu. Jakby byli uwikłani i zapominają, że w dobie Internetu, można zerknąć i ustalić, jakim kluczem doboru posługują się ci, którzy kreują pozostały świat sztuki. Dzisiaj wiele instytucji państwowych oderwanych od rzeczywistości, promuje przeciętność. Ogranicza wolność albo poddaje nas jakiemuś porządkowi. Czasami marzę o bezludnej wyspie i chociaż lubię ludzi, spotykać się z nimi, poznawać, filozofować, uciekam od nich – unikam skupisk, towarzyskich powiązań. Czasami mam wrażenie, że coś tracę, kiedy jednak tak siedzę w tłumie i nic do mnie nie dociera, te wszystkie uśmiechy, gadki stają się bezużyteczne. To jest taki czas, że wolę pisać o obrazach, o tym, co widzę, czytam i przeżywam. O mojej obsesji związanej z głodem, emigracją. O estetyce słów, wewnętrznej strukturze torfu. To mnie bardziej zajmuje niż jałowe dyskusje o skuteczności częstych spotkań z czytelnikami i „pokazywaniu się” na festiwalach. Ostatnio zagadują mnie znajomi. A przyjedź, poznasz tego znanego poetę, poznasz tego wybitnego pisarza, poznasz tych wszystkich znanych i zajebistych ludzi. I nawet przez chwilę mam na to ochotę, ale zaczynam czytać o Klee, oglądam sztuki Becketta i czuję, jak cofam się w siebie, pomijam możliwości wyjścia do innych. Siadam w niezwykle wygodnym fotelu przy biurku, które samo w sobie jest niezłą sztuką, patrzę na obrazy Katarzyny Tchórz, na ceramikę Baśki Trzybulskiej, na kostki torfu, na muszle, nosorożce i zatapiam się w tym, co mnie tworzy i scala. I kiedy mogłabym polecieć i spotkać się, może nawet coś osiągnąć, przyjrzeć się wybitnym jednostkom, pakuję termos z kawą i jadę na Mullaghmore. Wyobrażam sobie świat ludzi kiedyś tam żyjących, zgaduję, jak myśleli, co ich ukształtowało, dlaczego byli niezależni i kochali ponad życie to konkretne miejsce. Myślisz, że mam prawo pisać o sztuce? Podejmować dyskusje, chociaż unikam tego całego blichtru, znajomości i układów?

Bo kiedy mówisz do mnie: posłuchaj! Zasypiam.
Przenoszę się z miejsca na miejsce, byle nie dorosnąć.
Któregoś dnia w gęstym zapachu cedru pszczoły 
zatopią się i tak zostaną. Leniwie zakwitną białe kwiaty,
nie znam ich nazwy. Będziesz powtarzał: spójrz na górę,
nie śpij, spójrz na jej kształt. Wklęsły profil, jak kadłub Titanika.

Coraz więcej o historii, wodospadach, zieleni, 
która zasklepia rany, pęcznieje od nadmiaru wody. 
Kiedyś tam wejdziemy, na szczyt zalany mgłą.
Przejdziemy przez wszystkie opuszczone jaskinie.
Po prawej stronie ocean zmyje ślady. Pęcherzyki 
powietrza, doły wypełnione mleczną pianą.

Więc tak, napisałam, że jestem stara i sentymentalna.
Lubię do znudzenia Mullaghmore, mity, legendy, 
celtycki patos. Murale z Yeatsem, jakby podtrzymywały
hrabstwo na duchu. Kamienie ciążące na połamanych 
kościach. Nazwy zamków. Ich lotność. Kaskady deszczówki 
w październikowy wieczór. Jesteśmy bezpieczni 
aż do zimowej fali wiatru, który nie ma dna.

I tutaj Dochodzimy do kwestii uczciwości. Nastały takie czasy, że łatwo zaobserwować, kto jest kim i jakie ma poglądy. Wystarczy zerknąć do mediów społecznościowych. Chwiejne postawy, artystyczna buta wyłaniająca się z różnych środowisk. Jakieś gierki, opowieści umocowane w taki sposób, by dostosować się do aktualnych wymogów, niekoniecznie zgodnych z naszymi przekonaniami. Cały ten wrzask nie pokrywa się z tym, co tworzą najróżniejsi artyści. Czy nie masz jednak wrażenia, że jesteś w złym miejscu? Obserwuję grupę kontestatorską Sztuczne Fiołki. Świetnie komentują niektóre działania w przestrzeni publicznej, obszernie i dobitnie zwracają uwagę na funkcjonowanie nie tylko władzy, ale wielu środowisk, które same uważają się za opiniotwórcze. 

Zła się nie ulęknę. Zmięta wpół od natłoku myśli, 
opróżnionych filiżanek, dopełniona tym, co nie pozwala
oddychać. Kreślę słowa, pewność, że szukanie oznacza
znalezienie. Nie tylko gra może wytrącić z równowagi.

Denerwujące loczki niczego nie ukryją, coraz częściej
nie pasują do sukienki. Ktoś wciąż nieprzygotowany umiera, 
potem odradza się po kilku łykach grzanego wina. Inny podaje
szklankę z granatowym uchwytem. Chociaż nie mogę mówić,

dlatego trwam w bezruchu, w rękach trzymam notatki, mnóstwo
niepoznanego piękna, odwróconej perspektywy. Przewrotnych 
pojęć. Przychodziłam prosto pod mur, bo tam usypiają ptaki.
Wolne, budzą się i szybują, lądują zawsze z tej samej strony. 

Mogłabym określać czas, gdyby nie chmury, poranne tęcze.
Leniwe koty uchodzą z życiem, psy z drobnymi śladami krwi
liżą rany. W tym samym miejscu, z którego nie mam odwagi
odejść. Żeby wrócić.

Wielu ludzi sprzeciwia się dyktatowi nowej władzy, jednak – co mnie uderzyło – wielu artystów, przez to, że sponsorami ich działań są instytucje państwowe, dostosowuje się do oczekiwań, by w ogóle istnieć. Są wszędzie, na każdym festiwalu, wernisażu, byle o nich mówiono. Widać, że ich działania są zdawkowe, nastawione na zdobycie grantu. Robią wiele, byle o nich pisano, niekoniecznie dobrze. W międzyczasie powstają jakieś nowe miejsca, ludzie rozłażą się i lansują. Przyznam, że mnie się odechciewa służyć sztuce, kiedy dostaję e-mail od wydawcy, któremu zależy na recenzjach i bez ceregieli zadaje pytanie, ile kosztuje recenzja. A kiedy odpisuję, że redaktorzy sami dobierają sobie lektury, obraża się, pęcznieje i wymyśla niestworzone historie o mnie i zespole redagującym pismo. Ci ludzie bez kręgosłupa moralnego wydają się tacy karykaturalni. Oczywiście łatwo jest mi tak napisać, bo jestem niezależna i nie muszę się wkradać w niczyje łaski. Przyznaj, miewasz obrzydliwych znajomych? Bo ja owszem. Jednak potrafię ich trzymać na dystans, mimo że bywają obrzydliwi przy stole, puszczają bąki i nie czują, że to napawa mnie wstrętem. Dlatego jestem blisko tych, na których mogę liczyć – wzajemność jest istotna i moralność. I nie ma znaczenia, kto po jakiej jest stronie, ważne, że zawsze prezentuje te same poglądy i wiem, że nie zmieni ich w zależności od tego, jak zawieje wiatr. Potrzebuję najróżniejszych ludzi do inspiracji, zagospodarowania przestrzeni. Nie rozumiem jedynie tych, którzy nadają gestom przeciwstawne znaczenie, jak nagle przesuwają się na prawą stronę, bo mogą coś dla siebie załatwić przenikając w nowe, ale chwilowe struktury utopijnego działania. Mam tyle wątpliwości i pytań, kiedy ich obserwuję. Czy strach nimi kieruje, czy może jest coś o czym nie mam pojęcia? Są bluszczowaci w tym konserwatywnym światopoglądzie. Zdradliwi, emanujący brakiem stabilności. Cała ta historia spowodowała, że wpadłam w pułapkę wątpliwości. W pułapkę zwątpienia. – Tekst na podstawie rozmów w sZAFie. 


6 komentarzy:

  1. Wszyscy mamy chwile zwątpienia, ale ludzie będą zawsze nas inspirować. To, co piszesz o wydawcach dyspozycyjnych płacić za redakcję może świadczyć, że niektóre czasopisma świadczą takie usługi, i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spotkałam się z takimi praktykami w innych redakcjach, serio. Co do inspiracji, wszystko mamy w głowach. Kiss

      Usuń
  2. Dlatego pewnie niektórzy artyści tworzą w samotności, ciszy, z daleka od zgiełku, wrzawy i tych wszystkich zależności, bo ich wrażliwość nie pozwala im na przebicie się przez filtr niekoniecznie obiektywny, uczciwy, nakładający szereg różnych powinności.
    Taki świat!!!, ale dobrze, że o tym wspominasz:**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) https://www.youtube.com/watch?v=1n4VJTuYAOY

      Usuń
  3. Oczywiście, że masz prawo pisać o sztuce! Przecież nasiąkasz nią i nią oddychasz, nosisz w sercu i umyśle. Twoje wiersze, Twoje słowa są sztuką, a przecież rodzą się z Twoich myśli i uczuć, są więc Tobą samą. Jakżebyś zatem nie miała prawa mówić o sobie?

    A teoretycy sztuki? Pal ich sześć! Tak sobie myślę...

    I myślę sobie też, że nie jest wcale źle być starą i sentymentalną ;)

    Uściski, eM :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uspokoiłaś mnie, dobrze się z tym czuję.
      Z teoretykami niestety mam tak, że ich zwyczajnie nie rozumiem,
      może dlatego, że to teoretycy.

      Uściski nieustające i ciepłe :)

      Usuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.