wtorek, 6 października 2015

Z dziennika


Katarzyna Tchórz


Deszczowa sobota, na wodzie pęcherzyki powietrza.
Zanim się zorientowałam zgęstniało od ptasich
dźwięków. Mozaika pod stopami, w oddali pulsująca darń
i czegoś nam brakuje. Świeżego spojrzenia na efekt pracy
malarza. Może rytm nie daje spokoju, zawsze znajduję
powód, by zapaść się w błoto. Pewnie to rodzaj powrotu

do dzieciństwa. Kałuż, których brzegi nieregularnie
podmywają kamienie. Jakoś mnie nie martwi jesień,
sterty liści, książek. Nie ma dla nich miejsca, więc leżą
pod schodami. Piszę opowieść o ludziach, o wiejskim dentyście,
śmieje się do mnie od ucha do ucha. Jego białe zęby lśnią
w słońcu. Czerwone landrynki poprawiają nastrój matkom,
czekającym na marnotrawne dzieci.

Pamiętasz jak umierał twój ulubiony bohater? Krzyczałeś,
że umarł dla jakiejś sprawy. Nikt nie rozumiał, dlaczego straszysz
zwierzęta wiecznym potępieniem. Ciągle organizowałeś pogrzeby,
śpiewałam psalmy na jeden głos. Czasami odzyskiwaliśmy

jasność i wtedy poddawaliśmy się wieściom ze świata. Udawałam zakochaną
gąskę. Dlatego przywoływałam burzę, kiedy niepewnie szukałeś pretekstu jak odejść,
zabrać wszystkie trofea, wota. Pomiędzy nami wyrastała nadzieja. Świetliki
wypełniały klatki, potykaliśmy się o wystające korzenie.

23 komentarze:

  1. Pogrzeby dla zwierząt, rytualne taplanie się kałużach, dzieciństwo... dawniej wszystko było proste. Dziś trzeba wielkiego dzwonu, żeby wybić mnie z utartych myślowych schematów.

    Piękny jest ten dziennik Małgosiu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawniej świat nie był tak pokręcony. Szybkość komunikacji, znajomość języków, już się nie da nami manipulować... by wystraczyła kałuża, zwykłe słowa pożegnalne, jakieś tam mówki...

      ściskam BB

      Usuń
  2. jesienne retrospekcje, dobry czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo szybko zleciał wrzesień, październik też mi coś umyka...

      Usuń
    2. a mnie się zdaje, że on nie umyka, on zostaje w Tobie ;)

      Usuń
  3. Landrynki poprawiają nastrój, ale po nich zęby już nie te:)) Kiss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się zęby wyszoruje, to landrynki nie straszne...

      Usuń
  4. Pięknie. Zasłuchałam się w opowieść i uśmiechnęłam do Twoich wspomnień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Julko... świetlika Ci posyłam :)

      Usuń
  5. ptaki, które w Polsce zwiastują wiosnę swym śpiewem, tutaj dają czadu jesienią. za każdym razem zrywam się na ich dźwięk i czegoś brakuje. dziwne uczucie.

    też mi jesień w tym roku nie straszna. kto wie, może i święta jakoś przejdą bokiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. i to wszystko gdzieś w nas ukryte, stanowi część nas:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmmm...zamyśliłam się na chwilę... pięknie Małgoś, pięknie piszesz, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest dziennik!
    Cudownie się go czyta jesienią:*

    Ściskam.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to jest, że ciemne wieczory zachęcaja nas do czytania zwierzeń....

      Usuń
  9. Przypomniałam sobie o jednej z magicznych spraw w dzieciństwie - o kałużach! Ha! Dziękuś!

    OdpowiedzUsuń
  10. Och, łatwe i niełatwe to całe wspominanie. Przyjemne i nie. Cóż, życie.

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.