poniedziałek, 17 czerwca 2013

Wchodzą w życie poetki


Tomasz Trafiał 




Przed naszym domem chłopcy z odległej okolicy kopią piłkę. Jesteśmy grzeczni, oni mniej. Ja jestem grzeczna, Paddy coraz mniej. Nie mogę się skupić, otworzyć okna, myśli galopują od łup do łup w słup. Afroamerykanin co chwilę wpada do naszego ogrodu, wychodzi ciężko z piłką. Trawka wypielęgnowana, przycięta, kwiatki - stratowane. Paddy nie wytrzymuje. Wychodzi i prosi aby poszli grać na boisko, albo przed swój dom. No i się zaczęło, ten co wpadał do ogrodu, wyzwał nas od ignorantów. Chyba mu chodziło o rasistów, ale mniejsza z tym. Jeszcze kilka takich wejść w moje kwiaty i będę rasistką do bólu, wstąpię do IRA jak będzie trzeba, wali mnie kolor skóry, uderza we mnie piłką, w głowę. No i co? Nooo przecież jestem ignorantką! Ku wolności! Pozwalam sobie przemilczeć doskonałość, z jaką robię się powściągliwa - a miało być tak pięknie, gdzie mój spokój, cisza? Przecież zamieszkałam na końcu świata! Zachowuję się jak powieściopisarka, tylko że nie wydałam jeszcze żadnej powieści. Zapamiętajcie - jeszcze! Pocieszył mnie Patten, że jego pierwsza książka sprzedała się może w czterystu egzemplarzach, luzik zatem. Wiedziona opatrznością nie wystawiam głowy przez okno, nie wypinam już piersi, nienasycona ciekawość tych za oknem niech się schowa. Nie ma już młodzieńców milczących, została jedynie wolność wewnętrzna. Cień wyobrażeń o spokoju. Początkowo myślałam, że ludziom chodzi o coś więcej, kiedy zwracają się do mnie za pomocą formułek. Próbuję sprowadzić rozmowę na manowce, bo przecież nie samymi formułkami człowiek żyje. Może chociaż coś o Bachu, Mozarcie? Nie, formułka wypowiedziana ludzkim głosem doprowadza mnie do szału. Wystarczy! Nie chce mi się. Tracę czas. Kombinatorki od pamięci potrafią odczytać partyturę, ale żadna nie potrafi wydobyć z siebie rytmu na miarę czasów, na miarę współczesnego układu sił. Rozkładają się artyści, mam na sumieniu ich czujność, uczę się uciekać. Rozrywam kody i uciekam z daleka od utrzymywanych przez państwo malkontentów, od słodkich chłopców, którzy nie potrafią dochować wierności. Bowiem to odprężenie sprowadza na manowce, wiedzie przez chińskie ogródki, a nie odkryte dźwięki, nie poezja, nie zainteresowanie szaleńcami, którzy wywołują wojny. Po prostu nie stworzę nic dla celów historycznych, nie mam warunków. Nawet gdyby wszyscy zostali w Dublinie.

8 komentarzy:

  1. ostatnio po raz pierwszy doszło do mnie coś dość śmiesznego, że gdybyś się wkurzyła na polskiego dzieciaka, to on obraziłby się olbo posłuchał i tyle, ale kiedy wkurzasz się dokładnie za to samo, na kogoś o innej narodowości, to już jest rasizm ;), no enentualnie ...ignoranctwo ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i wiesz, irlandzkie dzieci nie wpadają do ogrodu i nie nieszczą go, dzwonią do drzwi i proszą o przyniesienie piłki, szanują cudzą własność. Inni jak wspomniałam wyżej...

      ściskam

      Usuń
    2. no tak, alzackie też dzwonią, ale po drugim dzwonku mówię, żeby same sobie poszukały piłki ;)))

      Usuń
  2. no coz ..M jak ja Ciebie rozumiem i wyrazy wspolczucia sle..toz to mocno wk..e jest:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Galopujące myśli to ostatnio i moja specjalność :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chłopcy zawsze są bardziej niesforni:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. tak, to jest bardzo dobra broń dla tych, którzy nie myślą przed czynami i wyznają zasadę, że do błędów nie godzi sie przyznawać. Rasizm czy inna "ignorancja" jest fantastyczną wymówką.

    OdpowiedzUsuń
  6. Houellebecq twierdzi, że wystarczy godzina w supermarkecie aby napisać psychologiczną powieść.
    Ty masz swoje "rasistowskie podwórko". To tytuł Twojej powieści, która napisana językiem jak powyższy post, dała by mi wiele wiele "radości".
    pozdro

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.